Dzień 0 — z Calvi do Calenzany, wigilia startu

Plan trasy: Calvi (8 m) → Calenzana (275 m) · Pociąg do U Fiumeseccu Alzeta (GR20) i ok. 8 km drogą · bez marszu po GR20

Calvi -> Calenzana

Poranek był bardzo spokojny. Ostatni raz przepakowałem plecak, podładowałem całą elektronikę i wyrzuciłem kilka rzeczy, których ostatecznie postanowiłem nie zabierać na szlak.

Zostały jeszcze ostatnie zakupy w SPAR-ze. Kupiłem między innymi repelent. Po dłuższym zastanowieniu uznałem, że jednak warto go zabrać. Teraz przez kilka dni nie będzie żadnej cywilizacji, więc lepiej mieć go przy sobie. Mam butelkę 100 ml, ale chyba połowę po prostu wyleję. To około 50 gramów różnicy. Wiem, że brzmi to trochę śmiesznie, ale kiedy zsumuje się wszystkie takie drobiazgi, nagle okazuje się, że robi się z tego całkiem sporo dodatkowego ciężaru który trzeba nosić na grzbiecie. Ciężko. A jeszcze trzeba dodać 3 litry wody.

Kupiłem również bilet na pociąg do U Fiumeseccu Alzeta (GR20). To niewielki przystanek kolejowy, który do 2017 roku nosił nazwę Camp Raffalli GR20. Znajduje się tuż obok obozu wojskowego Camp Raffalli i jest najbliższą stacją dla osób rozpoczynających GR20 w Calenzanie.

Sam Camp Raffalli jest bazą 2. Pułku Spadochronowego Legii Cudzoziemskiej (2e Régiment Étranger de Parachutistes – 2e REP). To jedna z najbardziej znanych jednostek Legii Cudzoziemskiej, stacjonująca tutaj od lat sześćdziesiątych. Część obiektów należących do tej jednostki znajduje się również w samym Calvi, więc wojskową obecność w mieście widać praktycznie na każdym kroku.

Stamtąd czeka mnie jeszcze około ośmiu kilometrów podejścia do Calenzany. Na razie jednak bez pośpiechu. Postanowiłem wykorzystać jeszcze kilka godzin na spacer po Calvi.

Usiadłem w kawiarni na kawę i przy okazji nauczyłem się kolejnego przydatnego francuskiego słowa. Café allongé to w praktyce coś bardzo zbliżonego do americano albo lungo. Dobrze wiedzieć na przyszłość.

Śniadanie zjadłem nad samym morzem – w porcie Calvi. Świeża kanapka z kurczakiem, kawa i widok na port. Tak naprawdę niewiele więcej potrzeba do dobrego poranka. Nie trzeba ekskluzywnej restauracji, żeby zjeść naprawdę przyjemne śniadanie.

Przed wyjazdem udało mi się jeszcze zwiedzić cytadelę w Calvi i trochę pochodzić po mieście. Oczywiście wybrałem na to środek dnia, kiedy upał był największy. Między południem a piętnastą obeszedłem praktycznie wszystkie miejsca, które chciałem zobaczyć. Potem wróciłem do hotelu po plecak i ruszyłem na pociąg.

Coffee in the Port of Calvi
French Boulangerie
Calvi Citadelle
Calvi
Calvi and the Corse mountains. One of the peaks far away is Monte Cinto

Podróż do przystanku U Fiumeseccu Alzeta (GR20) (linia do L’Île-Rousse) przebiegła prawie bez przygód – oprócz tego że na dworcu stały dwa pociągi bez żadnych tablic kierunkowych. Oczywiście wsiadłem nie do tego co trzeba, ale muszę oddać honor że gdzieś tam na wyświetlaczach było napisane że peron 1 to pociąg do Ponte-Leccia a peron 2 do L’Île-Rousse, ale jakoś umknęło to mojej uwadze. Na szczęście kontrolne pytanie do pani konduktor rozwiało problem i ustrzegło przed wpadką. Przejazd pociągami gdziekolwiek jest dla mnie przyjemnością, tak więc na ten krótki przejazd na Korsyce potraktowałem jako miły dodatek.

Calivi Railway Station
Calivi Railway Station – ticket window
Trains – one to L’Île-Rousse and one to Ponte-Leccia
Calvi - station towards the L'Île-Rousse
Calvi – station towards the L’Île-Rousse
Train to L’Île-Rousse
Train to L’Île-Rousse
U Fiumeseccu Alzeta – GR20, Camp Raffalli
Camp Raffalli

Poza sezonem autobusy do Calenzany jeszcze nie kursują. W praktyce jak chce się dostać z Calvi do Calenzany pozostaje taksówka albo najpierw pociąg do U Fiumeseccu Alzeta (GR20), a stamtąd pieszo.
Jak wysiadłem z pociągu przygotowałem się na krótki spacer do samej Calenzany: 8,5km ok. 2,5 marszu – ale potraktowałem ten fakt jako konieczną rozgrzewką przed właściwą trasą. Mimo późnego popołudnia skwar konkretny, tu na poziomie morza jest to szczególnie odczuwalne. Z tego względu krótki przystanek w SPAR-ze i marsz dalej, znajome widoki, ronda… – rok temu przemierzałem już tą trasę przechodząc pierwszy fragment GR20 do Monte Cinto (pierwsze 3,5 etapu – Monte Cinto nie jest oficjalnie na GR20).

I tutaj znowu dopisało mi szczęście. Nawet nie próbowałem łapać stopa. Wyszedłem tylko ze sklepu i po chwili zatrzymała się kobieta, która zaproponowała podwiezienie. Co więcej kabrioletem! Co prawda Peugeot ale nie zamierzałem marudzić. Dzięki temu dotarłem praktycznie pod samo schronisko. Chyba mam tutaj skuteczność równą albo większą niż sto procent – łapię stopa nie łapiąc stopa.

Road up to Calenzana

W recepcji Gîte d’étape zaczęła się mała walka z komunikacją. Pani z obsługi nie mówiła po angielsku, ale z pomocą innych turystów, telefonu, kilku słów po francusku i języka migowego udało się wszystko załatwić. Łóżko czekało.

Warunki są typowo schroniskowe. Nie ma co narzekać. Jest woda, jest kuchnia i jest gdzie spać. Największym problemem wydaje się temperatura. Jest naprawdę gorąco. Coraz bardziej zastanawiam się, czy śpiwór na tej trasie jest w ogóle potrzebny. Mam wrażenie, że samo prześcieradło spokojnie by wystarczyło.

Dostałem pokój numer 5. Byłem pierwszy, więc mogłem wybrać sobie łóżko. Wybrałem dolne, tuż przy oknie, licząc na trochę więcej powietrza. Razem ze mną w pokoju mieszkają jeszcze trzy kobiety, trochę starsze ode mnie. Jedna mówi po angielsku, z pozostałymi dogadujemy się trochę po angielsku, trochę po francusku i trochę na migi. Wszystkie również idą na GR20 i, co najważniejsze, planują wyjść bardzo wcześnie rano. Budzik o 4:30, wyjście około piątej. Dokładnie taki sam plan miałem od początku. Najbardziej obawiam się upału, dlatego chciałbym jak największą część trasy przejść jeszcze przed południem.

Wieczorem poszedłem jeszcze do SPAR-u w Calenzanie. Kupiłem bagietkę, pomidory, korsykański ser i trzy litry wody, bo ta w schronisku ma dość wyraźny metaliczny posmak.

Na koniec zrobiłem jeszcze krótki spacer po Calenzanie i usiadłem na lokalnym piwie w barze Picciu Calenzana. Właśnie rozstawiali telewizor na wieczorny mecz i przez chwilę miałem dylemat, czy zostać, czy jednak wrócić do dusznego pokoju i położyć się wcześniej spać. Szczerze mówiąc, wcale nie miałem ochoty wracać.

Dzisiaj popełniłem też pierwszy mały błąd. Wyszedłem zwiedzać Calvi bez kremu z filtrem. Nie jest źle, ale zaczynam już odczuwać skutki korsykańskiego słońca. Ostrzeżenie zrozumiałem. Od jutra krem będzie obowiązkowy. Nadal nie przepadam za smarowaniem się od stóp do głów. Mam wtedy wrażenie, jakbym nacierał się oliwą przed pieczeniem albo przygotowywał do smażenia pod korsykańskim słońcem.

Teraz pozostaje już tylko dobrze się wyspać. Jutro przede mną pierwszy dzień na GR20. Według planu około trzynastu godzin marszu. Najbardziej liczę na to, że uda się wykorzystać chłodny poranek, zanim słońce pokaże swoją pełną siłę.

Gîte d’étape Calenzana
Gîte d’étape Calenzana
Gîte d’étape Calenzana
Gîte d’étape, Calenzana

Nocleg: gîte d’étape w Calenzanie (275 m).